Zabraliśmy dzieci na Korsykę bez latania – dodając trzy dni doświadczenia

Ekscytująca wycieczka po górzystej wyspie – z dwoma małymi chłopcami – obejmuje plaże, kulturę i dramatyczne krajobrazy

znowu się zmieniło!” — mówi siedmiolatek, kiedy dotarliśmy do granicy śniegu na wysokości około 1400 metrów. Jest pod wrażeniem, że tak mała wyspa może pomieścić tak wiele. Góry się zbliżają, a zakręty stają się coraz ostrzejsze; jesteśmy w samochodzie dopiero od godziny, ale dzisiejsza plaża wydaje się być bardzo daleko. Ciągle zmieniająca się sceneria powstrzymuje niepokój — nie lada wyczyn z siedmio- i dziewięciolatkiem na tylnym siedzeniu.

Leżąca między Francją kontynentalną a Włochami na Morzu Liguryjskim, często nazywana Île de Beauté, Korsyka słynie ze swojej różnorodności geograficznej: dwie trzecie wyspy to pomarszczona masa granitowych szczytów, potoków i dolin powstałych 250 milionów lat temu temu.

Ciągłe pasmo górskie wcinające się w kręgosłup na środku wyspy jest miejscem, w którym odbywa się jedna z najbardziej spektakularnych tras turystycznych w Europie, GR20 . Jest to również jedno z najtrudniejszych na kontynencie, ale trochę badań pokazuje, że znaczna część trasy jest dostępna w kawałkach wielkości kęsa, które są do pokonania z małymi dziećmi. Z około 200 plażami, nadmorskimi ścieżkami i piętrowymi portami otaczającymi szczyty, jest to wymarzone połączenie na aktywne rodzinne wakacje.

Jeszcze lepsze jest to, że możemy doświadczyć tak epickich krajobrazów bez wsiadania do samolotu. Z pomocą touroperatora zakazu lotów Byway dodaliśmy trzy dni do naszej podróży, odbywając spokojną podróż w obie strony pociągiem i nocnym promem, dodając poczucie przygody, której nigdy nie zapewni latanie. Przerywamy podróż w Cassis w południowej Francji, rzucając się po uszy do wyluzowanego portu i pobliskiego Parc National des Calanques , zanim wsiądziemy do nadmorskiego pociągu do Tulonu.

Stamtąd płyniemy nocą z Corsica Ferries do stolicy, Ajaccio, na zachodnim wybrzeżu wyspy. Sama podróż jest przyjemna. Po dyskotece na pokładzie i wypatrywaniu płetwali przy świetle księżyca (Morze Liguryjskie to kanał migracyjny), śpimy spokojnie w czteroosobowej kabinie. Wysiadanie o świcie wydaje się egzotyczne. Nad cichymi ulicami kołyszą się palmy, a ośnieżone góry lśnią w promieniach wschodzącego słońca. Nasz pierwszy hotel, La Pinède , znajduje się 15 minut jazdy taksówką na zachód wzdłuż wybrzeża.

Później tego samego dnia jedziemy autobusem na cypel Pointe de la Parata, by wspinać się po skałach, gonić jaszczurki i gubić się wśród kalejdoskopu zieleni usianej białymi i różowymi skalniakami. To nasze pierwsze spojrzenie na makię – zarośla, które pokrywają ponad jedną trzecią wyspy. Składa się z mirtu, tymianku, wiciokrzewu i innych słodko pachnących wytrzymałych roślin, jest szczególnie piękny od połowy kwietnia, kiedy tu jesteśmy, do końca czerwca.

Samo Ajaccio oferuje inny rodzaj lekcji historii. Tutaj urodził się Napoleon Bonaparte, a kiedy zmierzamy do jego domu rodzinnego, obecnie muzeum, dzieci wabią nas do Naporamy , gdzie historia życia dowódcy wojskowego jest opowiedziana w ponad 800 figurkach Playmobil. To wystarczająco fascynująca poprawka Napoleona na jeden dzień. „Nie jestem pewien, czy był wspaniałym facetem” — komentuje dziewięciolatek, mimo usilnych starań naszych przewodników, by przekonać nas, że jest inaczej.

Z Ajaccio eksplorujemy północną część wyspy na trasie, która obejmuje wszystkiego po trochu przy minimalnych odległościach (nasza najdłuższa podróż trwa mniej niż dwie godziny). Dla tych, którzy mają więcej czasu, wszystko można zrobić koleją, dzięki Chemins de Fer de la Corse . Ale ponieważ podróżujemy poza sezonem, kiedy pociągi nie jeżdżą tak często, wynajmujemy samochód i na zmianę wskakujemy na pokład na niektórych odcinkach trasy.

Nasz drugi nocleg to pastelowo-różowy pensjonat w stylu Wesa Andersona, U Castellu , w Vizzavona, godzinę drogi w głąb lądu od Ajaccio. GR20 mija kilka minut od hotelu, więc podążamy za jej czerwono-białymi znakami do wodospadu Cascade des Anglais, piszcząc z zachwytu, gdy odkrywamy omszałe baseny do zanurzania pasujące do najbardziej mitycznego ze światów. W hotelu czeka na nas wieczorna uczta z duszonej wieprzowiny („górska świnia!” – zachwyca się szef kuchni) i jajek zapiekanych w serku. Może nie jest to najlżejsza kuchnia, ale wszystko jest dumnie lokalne.

Następnego ranka wyruszyliśmy wcześnie rano, aby podążać GR20 w przeciwnym kierunku, wspinając się na Bocca Palmentu (1640 metrów). W ciągu trzech godzin wspinamy się przez gęsty las sosnowy, mijając sporadyczne kępy krokusów i pokonując ośnieżone ścieżki na płaskowyż pokryty wrzosem. Trasa może być zatłoczona przez turystów w szczycie sezonu, ale w kwietniu jest cicho: wygląda na to, że zarówno dziki, jak i ludzie będą nam przeszkadzać.

Następnym przystankiem jest Corte, kulturalne serce wyspy. Dwóch z nas jedzie pociągiem z Vizzavona, wykonując piruety wzdłuż stromych dolin na XIX-wiecznej trasie Trinichellu (mała kolejka). Miasto otoczone jest wysokimi szczytami i jest domem dla imponującej cytadeli, więc łatwo zrozumieć, dlaczego przywódca nacjonalistów Pasquale Paoli uczynił Corte swoją stolicą po ogłoszeniu niepodległości od Genui w 1755 roku. Nadal emanuje cichym poczuciem buntu: miejscowi rechoczą nad kieliszkami Cap Corse (słodko-gorzkie wino wzmocnione) na słonecznych placach od 10 rano.

Musée de la Corse , mieszczące się w dawnych koszarach cytadeli, jest mieszanką antropologii i historii – być może odzwierciedla pragnienie wyspy, by pogodzić się z przeszłością, zachowując przy tym wyjątkową kulturę.

Naszych chłopców jednak bardziej fascynują starożytne zakamarki fortecy. Biją kościelne dzwony, nad głowami szybują latawce, a między dachami z terakoty fruwają kuny; zastanawiamy się, czy nie przenieśliśmy się do innego stulecia.

Domem na następne dwie noce jest Les Jardins de la Glacière , hotel wciśnięty między skałę a rzekę w Vallée de la Restonica. To znane miejsce do pływania, więc stawiamy czoła chłodnym wodom, zanim udamy się na trekking do jeziora polodowcowego Lago di Capitello.

Potem krajobraz znów się zmienia. Wysokie korsykańskie sosny, bielone głazy i zardzewiałe dachy schronisk przypominają mi Góry Skaliste.

„Jestem Spider-Boyem!” – krzyczy siedmiolatek, wspinając się po skałach. Po pikniku nad zamarzniętym jeziorem na szczycie, zjeżdżamy z powrotem po zaśnieżonych ścieżkach po dnie.

Planujemy trochę czasu na plaży na naszym następnym przystanku – Calvi, stolicy regionu Balagne na północy. Ale nie spieszymy się i wędrujemy tam wzdłuż Route des Savoir-Faire de Balagne, która prezentuje ponad 40 drobnych rzemieślników rozsianych po urokliwych wioskach na wzgórzach.

„Pomaga odciągnąć turystów od plaży”, mówi garncarz w ładnej Pigna po zaproszeniu nas do obejrzenia jego koła w akcji.

Gładkie nabrzeże Calvi znów sprawia wrażenie odległego świata. Miasto ma wszystko – fantazyjne jachty, cytadelę zanurzoną w kobaltowym morzu i trzymilową zatokę z białym piaskiem. Po zrzuceniu bagaży w Hôtel Casa Bianca , udaliśmy się na plażę.

Następnego dnia w pełni wykorzystujemy kolej przybrzeżną, przechodząc obok Garly Pines do Plage d’Aregno na lunch. Nie możemy uwierzyć w nasze szczęście, gdy zauważamy delfiny na morzu i złoty orła nad głową.

Zbyt wcześnie promuje prom, a my udamy się do naszego ostatniego przystanku, miasta Bastii na północno-wschodnim wybrzeżu. Mniej efektowne niż Ajaccio, Bastia ma urok w pikach. Bez dnia grania w karty w starej cytadeli, gdy setki Swifts pisowały nad głową, a dzieci grają w piłkę nożną w brukowanych kwadratach.

Spalone łatki na drodze opowiadają o ostatnich zamieszkach i ciągłym dążeniu do niezależności wyspy. Przeszłość pojawia się w teraźniejszości, pozostawiając nam więcej pytań niż odpowiedzi.

To zgrabne przypomnienie, że piękno Korsyki może przyciągać gości po raz pierwszy, ale to warstwy poza krajobrazami przyciągną ich z powrotem. Odzwierciedlając swoją złożoną przeszłość, Korsyce udaje się być jednocześnie dumną, powściągliwą, złożoną i prostolinijną: cechy charakteru, które być może najlepiej rozwijają się, gdy rozwijają się wolniej w spokojniejszych miesiącach, dodając nieco głębi idealnej rodzinnej przygodzie.